I nieudolna próba jego sportretowania przez Tadeusza Batyra vel Karola Nawrockiego. Dlaczego to nie jest dobra książka? Z kilku powodów. Główny zarzut dotyczy miałkości narracyjnej i braku logiki w opisywaniu wydarzeń. Poza tym historia herszta trójmiejskiej mafii mocno się rozjeżdża, trudno ją tak naprawdę sklasyfikować. Ani to reportaż, ani to biografia.
Publicyści zajmujący się przestępczością zorganizowaną w Polsce w latach 90. przeważnie zręcznie operują słowem, tutaj tego zabrakło. Podczas lektury odnosimy wrażenie, że całość została sklecona ''na kolanie", wieje nudą, nic tej pozycji nie wyróżnia na tle innych. Autor też nie do końca prezentuje jednoznaczny stosunek do bohatera, co pozostaje największym mankamentem.
Inną wadą są zbyt rozbudowane i męczące zdania w stylu szkolnych zeszytów, raczej z brudnopisu.
Książka pozostaje nierówna, Batyrowi zdecydowanie brakuje konsekwencji w budowaniu fabuły, porusza mnóstwo wątków, ale ich nie rozwija.
Gdańszczanin analizuje złożoną osobowość Nikodema Skotarczaka, rozważa, dlaczego stał się tym, kim się stał. Tutaj również konkluzje autora odznaczają się językową nieporadnością. Tadeusz Batyr wzmiankuje o gangsterskiej działalności ''Nikosia" w Trójmieście będącym areną bandyckich rozliczeń. Pokazuje pajęczą sieć powiązań służb, biznesu z półświatkiem.
Publikacja fatalna w warstwie literackiej, niedopracowana, bardzo źle się to czyta.
Na minus zaliczam jeszcze przeładowanie faktograficzne wprowadzające chaos. Owa problematyka miała potencjał, który spektakularnie roztrwoniono. Szkoda.
Z oczywistych względów historia ta nie jest ekspiacją Skotarczaka, Karol Nawrocki rekonstruuje jego życie na postawie dokumentów i relacji.
Zagadnienia tego podejmowali się rozmaici żurnaliści, wystarczy wskazać na Sylwestra Latkowskiego czy Piotra Pytlakowskiego, ich książki pozostają warsztatowo lepsze niż ta obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego.

