niedziela, 17 maja 2026

Thriller wszech czasów

 

 Znanego i cenionego amerykańskiego pisarza. Tym razem David Baldacci mający na koncie liczne bestsellery, stworzył kolejną, intrygującą historię. Niekwestionowanymi walorami opowieści pozostają umiarkowanie wartka akcja i umiejętne dawkowanie napięcia, trzeba przyznać jednak, że czasami wieje nudą.

USA, 1968 rok, hrabstwo Freeman w stanie Wirginia. Amerykanie są w szoku po zabójstwach Roberta Kennedy'ego i pastora Kinga. Trwa nieustająca walka o prawa obywatelskie, mimo podpisania stosownego dokumentu, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Segregacja i rasizm nadal pozostają na porządku dziennym.

Stróże prawa pozwalają sobie na zbyt wiele w stosunku do czarnoskórych obywateli, tu nie obowiązuje zasada domniemanej niewinności. Poprawność polityczna nakazuje uznać podejrzanego Afroamerykanina za winnego, nawet jeśli dowody pozostają wątłe. To spotkało naszego bohatera, ale czy ten rzeczywiście nie ma niczego na sumieniu?

Dochodzi do brutalnego morderstwa zamożnego, białego małżeństwa. O tę zuchwałą zbrodnię zostaje oskarżony kolorowy mężczyzna, Jerome Washington, pozostaje pytanie, czy faktycznie jest sprawcą? Jego obrony podejmują się Jack Lee i działaczka na rzecz praw człowieka Desiree DuBose.
Czy dowiodą niewinności swojego klienta i odkryją prawdziwe motywy zabójcy?

Thriller Kataklizm dusz został sprawnie skonstruowany, choć jak zaznaczono na początku, fabuła nie jest pozbawiona  wad. Historia ta jednak zachęca do dyskusji na temat sprawiedliwości i przestrzegania praw człowieka przez rządy potęg militarnych.

Przy okazji autor przypomniał doktrynę oddzieleni, lecz równi o charakterze prawno-społecznym. Zasada ta obowiązywała w kraju ''wuja Sama" od schyłku XIX wieku do lat 60. ubiegłego wieku. Reguła oddzieleni, lecz równi sankcjonowała segregację rasową.

Mimo że opowieść jest mocno osadzona w kontekście historycznym, to nie ma tu miejsca na zaskakujące zwroty akcji, niestety.

David Baldacci budując osnowę, skoncentrował się na rozterkach moralnych bohaterów, co nie jest oczywiście niczym złym. Aczkolwiek irytują niektórzy postaci, jak np. zmanierowany do cna prokurator przekonany o swojej nieomylności i kierujący się uprzedzeniami. Najprawdopodobniej był właśnie zamysł prawnika, aby wiarygodnie oddać klimat tamtych czasów.

Pisarz trzyma w niepewności czytelnika, co do przyszłości Washingtona, ciągle nie wiemy, kto sięgnął po spust i jakie były motywy przestępstwa. Generalnie, poza drobnymi mankamentami, książkę oceniam pozytywnie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MUZA