poniedziałek, 29 listopada 2021

'Człowiek chory na Moskala'

Słów kilka na temat niepopularnej postaci, jaką był Władysław Studnicki, w ujęciu Piotra Zychowicza, Germanofil. Publikacja powstała na podstawie pracy magisterskiej redaktora naczelnego Historia Do Rzeczy.


Interesujące są korzenie naszego bohatera, sięgające Niderlandów. Familia Gizbertów-Studnickich cieszyła się estymą w Inflantach i Wielkim Księstwie Litewskim. Krewni przyszłego polityka zostali ściągnięci  w XVII przez ród Radziwiłłów; ostatecznie Studniccy na znaczeniu stracili po rozbiorach Polski.

Młody Władysław akcentował swoją nienawiść wobec Rosji, jego biografia naznaczona jest doświadczeniem walki z tym państwem i zsyłką na Sybir. Studnicki to człowiek, o którym Stefan Kisielewski pisał, iż to: Wyjątkowa postać. Germanofil polski [...]. Nienawidził caratu, nienawidził komunizmu. Miał zdolności prorocze. Dosłownie [...]. Powiedział rzeczy niebywałe, że Francja przegra wojnę bardzo szybko, że musi nastąpić wojna sowiecko-niemiecka.

Ten esej jest kapitalny, pozwala bowiem poznać dzieje interesującej osobowości żyjącej i działającej w nieciekawych czasach; w pełni ujmuje życiorys autora pracy Polska Za Linią Curzona.  Oczywiście, że jego losy przeplatają się z kluczowymi wydarzeniami na arenie międzynarodowej. Szczególne zajmujący jest podrozdział poświęcony paleniu książek w III Rzeszy  i na  obszarach przez nią okupowanych.

Tam, gdzie pali się książki, w końcu będzie palić się ludzi.

Niemiecki poeta epoki romantyzmu, kilka wieków przed Hitlerem, przewidział rozwój wypadków. Piotr Zychowicz wspomina o zuchwałym paleniu literatury, która w mniemaniu Niemców, była niezgodna z partyjnymi wytycznymi. Hucpa ta zataczała coraz szersze kręgi; naziści odczuwali niebywały strach przed inteligencją.

Z książek budowano stosy, następnie je podpalano. Ku uciesze hitlerowskiej gawiedzi. Nienawiść i pogarda sięgnęły zenitu; najniższe instynkty wzięły górę. Brutalnie obchodzono się z księgozbiorami, o dalszym funkcjonowaniu bibliotek nie mogło być mowy. Taką politykę prowadzono również w naszym kraju. Władze nakazały sporządzić listę polskich pozycji, uznanych za ''destrukcyjne", polecono je wywieźć i zniszczyć. ''Czarna lista" trafiła do rąk Władysława Studnickiego, sprzeciwiającemu się takim praktykom. Ów sporządził memorandum liczące dziewiętnaście stron, z którym zapoznać się mieli szefowie Generalnego Gubernatorstwa. Polityk wypunktował wszystkie niedorzeczności takiego posunięcia Niemców. Dlaczego bowiem kategorycznie zakazano lektury Konstytucji 3 Maja, przecież Została uchwalona pod osłoną polsko-pruskiego przymierza oraz Cieszyła się uznaniem króla Prus.

Równie kuriozalnym pomysłem okazało się umieszczenie na indeksie ksiąg zakazanych Kroniki polskiej Galla Anonima.  

Dziennikarz analizuje dorobek publicystyczny Studnickiego, jak wcześniej wspomniałam, postaci ze wszech miar barwnej i zapomnianej. Bez wątpienia antysemitą był, co przyznają nawet jego stronnicy; swoje poglądy  zawarł w pracy Sprawa polsko-żydowska z 1936 roku. Poznamy opinie polityka na temat Polski i rodaków. Historyk metodycznie odsłania przed nami karty z CV germanofila, lecz bez upiększeń.


czwartek, 25 listopada 2021

Na chwilę przed wprowadzeniem stanu wojennego

 Igor Rakowski- Kłos, Dzień Przed. Czym żyliśmy 12 grudnia 1981 roku?

W tym roku będziemy obchodzić czterdziestą rocznicę junty wojskowej generała Wojciecha Jaruzelskiego. Ale nie o tym traktuje książka Igora Rakowskiego- Kłosa. Jego rozmówcy powracają do wydarzeń poprzedzających wystąpienie pana w ciemnych okularach. Większość dorosłych Polaków może powiedzieć, co ich zajmowało; każdy miał swoje troski i zmartwienia. Na wstępie zaznaczono, że publikacja poświęcona jest pamięci ojca autora, który w 1981 roku miał 21 lat. Ofiary reżimu były jeszcze młodsze; zaś sam dziennikarz ze względów metrykalnych, podobnie jak ja, nie pamięta tamtej tragedii.


Sygnalizuję, iż to nie jest książka o stanie wojennym, raczej o tym, jakie okoliczności się na to złożyły. I jest to dość subiektywne przedstawienie faktów, lecz ostatecznie Rakowski- Kłos ocenę pozostawia odbiorcom. Ktoś przychodził na świat, ktoś go opuszczał; było zimno, temperatura systematycznie spadała. Publicysta oddaje głos Piotrowi Najduchowskiemu (studentowi i modelowi m.in. ''Mody Polskiej" i Barbary Hoff), Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Bogdanowi Borusewiczowi. O swoich zmaganiach z codziennością opowiada również Danuta Wałęsa. Swoje przysłowiowe '' trzy grosze" dołożył Jerzy Urban. Ale nie tylko. W tym czasie w szpitalu przebywała ciężarna Ewa Liszka, oczekująca narodzin swojego pierwszego dziecka.

Te relacje są oczywiście ważne i potrzebne, zwłaszcza gdy swoje odczucia przekazują zwykli ludzie, przeczuwający nadciągający kataklizm i doświadczający jego skutków. Niestety w tym tomie jest ich zbyt mało. Próba zestawiania zamachu majowego Józefa Piłsudskiego ze stanem wojennym, jest delikatnie mówiąc, nie na miejscu. Historycy ustalili, że o żadnej interwencji Sowietów nie mogło być mowy (uwikłanie Breżniewa w Afganistan); to sami komuniści mieli żądać ''bratniej" pomocy.

Niektóre kwestie są ewidentnie zbeletryzowane, co można zrozumieć; jednak spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Zgodzić się trzeba, że generałowie: Kiszczak i Jaruzelski byli serwilistami Kremla. Moim zdaniem autor zbyt łagodnie kreśli portrety obu dygnitarzy, pisząc, że Kiszczak na własne życzenie opuścił szpital. Reportaż jest sprawny warsztatowo, przeczytałam go w jeden dzień; ogólnie jest całkiem udany. Jeszcze jedna uwaga, szkoda, że Igor Rakowski- Kłos nie popełnił żadnego konkretnego, porządkującego wstępu.

poniedziałek, 22 listopada 2021

Zło czai się wszędzie

Dziś chciałabym Wam przypomnieć o kluczowej książce doświadczonego podróżnika Jacka Pałkiewicza (odkrywcy źródła Amazonki), Dżungla miasta. Klucz do bezpieczeństwa. To bardzo ważna publikacja, z którą winien zapoznać się każdy z nas; jednakowoż zaznaczyć muszę, iż styl autora nie każdemu przypadnie do gustu. Na kartach pracy omawia najważniejsze kryminalne perspektywy wielkomiejskiego zgiełku: napaść, przemoc seksualna, uprowadzenia, klęski żywiołowe. Co ciekawe, swoimi ''doświadczeniami" podzielili się ''fachowcy", czyli osadzeni Aresztu Śledczego. Zatem dziennikarz czerpał wiedzę u źródeł.


Statystyki są zatrważające: większość przestępstw jest popełnianych w wielkich aglomeracjach (niemniej szokują informacje o patologiach występujących w małych społecznościach). W 2020 roku ofiarą czynów zabronionych został co 37 Polak, dokonano 74 tys. włamań. Ponadto, odnotowano 656 zabójstw. Niemal codziennie serwisy informacyjne dostarczają nam materiału na niejedną powieść kryminalną: skandale pedofilskie, ktoś kogoś pobił, oszuści znów wykorzystali bezbronną staruszkę, etc. Kiedyś pewien polityk z trybun sejmowych grzmiał, że mafia w Polsce to mit, rzeczywistość pokazała coś zupełnie innego. 

Nie deprecjonując występujących zagrożeń, należy przyznać, że w mieście występuje mniejsza kontrola społeczna i anonimowość. Z czego skwapliwie korzystają kryminaliści, żerują na strachu, że mimowolni świadkowie zdarzenia zwyczajnie się boją. Zgłoszenie przestępstwa wciąż jeszcze jest negatywnie postrzegane; policja po czasach słusznie minionych wciąż nie odbudowała swojego wizerunku. Psychologowie podają, że przestępcy są sprytni: wykorzystują szereg okoliczności. Świetnie znają tzw. mowę ciała, ale też analizują media społecznościowe. Publikowanie zbyt wielu informacji na swój temat na portalach rodzi wiele niebezpieczeństw (kradzież tożsamości, włamania, itd.). I nie zawsze tym, który krzywdzi, jest obcy. Bowiem bywa i tak, że zagrożenie przychodzi od tych, po których najmniej się tego spodziewamy. Za zbytnią otwartość i ufność przychodzi nam zapłacić wysoką cenę, o czym pisze  popularny publicysta.

Jacek Pałkiewicz sporo miejsca poświęca przestępstwom internetowym: cyberprzemoc, hejt, hakerzy. Kiedyś w tramwaju widziałam interesującą naklejkę: Uważaj, złodzieje i politycy lubią tłok oraz twoje pieniądze. Wszystkie informacje zaprezentowane w tym tomie są praktyczne, pożyteczne. Znakomita szata graficzna zachęca do sięgnięcia po tę właśnie pozycję.

Warto pamiętać, że... Kilka lat temu wdrożono ogólnopolski system: krajową mapę zagrożeń bezpieczeństwa. Dzięki temu każdy z nas anonimowo może przekazać informację o różnych, budzących niepokój zjawiskach.

wtorek, 16 listopada 2021

Korzenie zła

 Laurence Rees, Holokaust. Nowa Historia.

Pamięć o II wojnie światowej wciąż jest żywa. Wciąż jeszcze żyją świadkowie tamtych wydarzeń, choć  takich osób jest już coraz mniej. Świadectwa te są dla nas niezwykle cenne i pouczające zarazem. Na relacje ocalałych z obozu powołuje się autor niniejszej publikacji. Przekonaliśmy się, do czego prowadzi nienawiść. Publikacja pozbawiona jest pretensjonalności, mamy genezę i przebieg eksterminacji ludności.


Holokaust był to zaplanowany, precyzyjnie i systematycznie realizowany proces wyniszczania.

Zapewne pamiętamy, że kanclerz III Rzeszy po objęciu władzy (1933) w swoich rojeniach oskarżał Żydów o całe zło (w tym przypadku to eufemizm) ówczesnego świata: a to, że są spekulantami, wyrobnikami, próżniakami demoralizującymi inne narody. Adolf Hitler wspominał również o rzekomym spisku żydowskich bankierów i przemysłowców. Głoszono, że nie są ludźmi. Taki sposób myślenia musiał znaleźć ujście w ustawodawstwie (np. ustawy norymberskie). Naziści jawnie nawoływali do przemocy wobec tejże ludności; zmuszono ich do noszenia specjalnych emblematów (gwiazda Dawida). Chore wizje sfrustrowanego i mało zdolnego malarza, autora landszaftów zyskały zwolenników. Propaganda zrobiła swoje. Aldous Huxley notował, że: Propagandysta to człowiek, który reguluje bieg płynącego już strumienia. W terenie, gdzie nie ma wody, próżno kopać kanały.

Jesienią 1941 roku podjęto decyzję o tzw. ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Szerzej debatowano na ten temat na konferencji w Wannsee 20 stycznia 1942 roku. Należy mieć na względzie, że przed wspomnianymi obradami, wcześniej odbyło się coś w rodzaju prekonferencji w Hegewaldheim (obecnie miejscowość Żabinka w woj. warmińsko-mazurskim). Wydarzenia rozegrały się 14 stycznia 1942 roku; ośrodek przetrwał dziejowe zawirowania i istnieje do dziś.

Sytuacja Niemiec na chwilę przed wybuchem II wojny światowej nie była ciekawa: głęboka recesja gospodarcza, duża stopa bezrobocia. Przywódca NSDAP doskonale wyczuł panujące nastroje, dlatego też jego partia w wyborach z 1930 roku zajęła drugie miejsce. Zaczęto postulować autarkię, czyli politykę samowystarczalności. Po objęciu steru rządów Hitler od razu przystąpił do wdrożenia antysemickich programów. O tym wszystkim przypomina nam brytyjski historyk w  obszernym i wyczerpującym temat studium. Lecz informacje tutaj zaprezentowane nie są może odkrywcze, to i tak warto się z nimi zapoznać. Dowiemy się  sporo o początkach nazizmu oraz w jaki sposób niemiecki satrapa budował swoją potęgę.

Laurence Ress gładko przechodzi z jednego zagadnienia na drugie. Nadmienia o ustawach norymberskich z 1935 roku, usprawiedliwiających akty agresji wobec Żydów i nie tylko. Zabroniono im więc piastowania funkcji urzędniczych i wojskowych, wywieszania flagi państwowej. Nowe prawo uniemożliwiało związki małżeńskie kobiet niemieckich z Żydami. Do współtwórców ustaw norymberskich należał Hans Globke. Na uwagę zasługuje fakt, że dokumenty te były wzorowane na ustawach obowiązujących w trzydziestu stanach USA, jak choćby prawa Jimma Crowa. Scharakteryzowano również niemieckie obozy śmierci: Treblinka, Sobibór, Majdanek. O Auschwitz jest mowa kilka rozdziałów później.

Publicysta nie serwuje nam suchych faktów, przeciwnie, opowiada nam o tym wszystkim w bardzo intrygujący i fascynujący sposób. Przekonuje nas, że Hitler do Holokaustu przygotowywał się już wcześniej, nawiązuje bowiem do listu z 1919 roku, w którym przyszły dyktator żądał: Bezwzględnego i całkowitego usunięcia Żydów. Ponadto, Reiss pracował na nieznanych dotąd materiałach źródłowych, relacjach, wspomnieniach, dokumentach.

Praca została wzbogacona o unikatowe fotografie świetnej jakości i mapy. Książka winna zainteresować wszystkich pasjonatów historii, ale nie tylko. Warto poznać dzieje zbrodniczego procederu Niemców i wyciągnąć nauki.


piątek, 12 listopada 2021

Kiełbasa jak za Gierka. Czyli jak to z rządami ''pierwszego" było

Iwona Kienzler, Gierek i jego czerwony dwór.

Każda forma popularyzowania jest dobra, o ile trzymamy się podstawowych faktów. Autorce wyszło to całkiem zgrabnie. Tym razem znana pisarka na tapet wzięła Edwarda Gierka, I sekretarza KC PZPR.


Iwona Kienzler analizuje życiorys swojego bohatera, począwszy od najmłodszych lat aż do wstąpienia w szeregi partii i usunięcia go z niej. Nie jest to oczywiście żadna monografia naukowa z mnóstwem przypisów i odsyłaczy. Choć na końcu zamieszczono rozmaite objaśnienia.

Gierek ty zmoro, zginiesz jak Aldo Moro. A jak nie damy rady, wezwiemy Czerwone Brygady.

Powyższy cytat to subtelna aluzja do uprowadzenia i zamordowania włoskiego polityka chadecji. ''Pierwszy" miał tyle samo przeciwników, co zwolenników. Człowiek, którego jeszcze dziś niektórzy wspominają z rozrzewnieniem. Mylnie utożsamiany ze Śląskiem, nazywany ''gorolem", jako że pochodził ''zza granicy'' Sosnowca (uwarunkowania geograficzno-historyczne). Wśród ''dworzan'' Gierka znaleźli się m.in.: Piotr Jaroszewicz (skończy tragicznie), Maciej Szczepański, tj. ''krwawy Maciek". Doświadczony gensek znakomicie rozumiał, na czym polega siła propagandy.

Iwona Kienzler odnosi się do tzw. dekady gierkowskiej (1970-1980): pisze o dynamicznym rozwoju gospodarczym zakończonym spektakularnym kryzysem. Z ciekawostek, pisarka powraca do dawnych anegdotek poświęconych temu politykowi: Jaka jest różnica między Gierkiem a Panem Bogiem. Pan Bóg jest nieograniczenie miłosierny, Gierek miłosiernie ograniczony.  Po wydarzeniach Marca '68 pewnego chłopa zapytano, czy pośle syna na uniwersytet, ten odpowiedzieć miał: Nie poślę, sam go będę bił.

Edwarda Gierka obciąża wiele rzeczy, m.in.: wydarzenia w Radomiu, Ursusie. Czas sprawowanej przez niego funkcji niesłusznie ukazywany jest w pozytywnym świetle.

Za Bieruta strzelanina, za Gomułki suche bułki. Dzisiaj mamy chleb i serek, niech nam żyje Edward Gierek.

Treść jest poprawna, nie przytłacza, lecz nie zaskakuje nas niczym nowym. Nie wyczerpuje również w pełni tematu, ale takie chyba było zamierzenie autorki. Pisarka nie ukrywa  sympatii wobec Gierka, poznajmy go od strony prywatnej. Publikacja nie oddaje prawdziwego obrazu rządów komunistów, bo i struktura tejże pracy jest mocno ograniczona. Kienzler spłyca, upraszcza kilka kwestii; zapewne jej celem było ''odbrązowienie'' bohatera, to jednak nie do końca to się udało. Z innych dobrych stron, wskazać mogę na przypomnienie, jakimi sprawami żyliśmy w latach siedemdziesiątych. Plusem jest też ciekawa bibliografia.

Publikacja przeznaczona dla wszystkich tych, którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć na temat tego popularnego genseka, ale w bardziej przystępnej formie.

czwartek, 4 listopada 2021

Lukratywny ''biznes'' komunistów

 Afera ''Żelazo" w dokumentach MSW i PZPR.

Można pokusić się o stwierdzenie, iż operacja ''Żelazo" była ''pramatką" wszystkich afer gospodarczych późniejszej Polski, gdyby nie to, że poprzedzały ją inne, równie bulwersujące sprawy.

Zagadnienie to zajmowało mnie od dawna. Dlatego z nieukrywanym zainteresowaniem sięgnęłam po tę właśnie pozycję. Od razu zastrzegam, że publikacja ma charakter monografii, z dominującym hermetycznym stylem i licznymi odnośnikami, co dla pasjonatów historii nie powinno stanowić żadnej przeszkody. Autorzy przeprowadzili solidną, skrupulatną kwerendę, przywołują szereg rozmaitych, dobrze opracowanych dokumentów. Witold Bagieński i Piotr Gontarczyk to znawcy tematyki, kreślą genezę tej afery oraz okoliczności jej ujawnienia. Już samo wprowadzenie jest intrygujące (dreszczyk emocji jak w powieści szpiegowskiej), zachęca do zapoznania się z całością tej książki. Tyle że to nie fikcja literacka.


Kim byli bracia Janoszowie i co ich łączyło z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Czesławem Kiszczakiem? Kto zagwarantował naszym bohaterom nietykalność? Na czym polegała operacja ''prawnik"? O co chodziło w aferach: ''Zalew" i ''Kurierskiej'' (ujawnionej przez przypadek; obie dotyczyły przemytu m.in. walut)? Czym był tzw. sklepik?

Wydarzenia, o których mowa, rozegrały się w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Afera ''Żelazo" miała miejsce wcześniej, bo w latach siedemdziesiątych. Wówczas to agenci wywiadu mieli przedostać się do struktur przestępczości zorganizowanej. Dokonywano napadów rabunkowych, morderstw, kradzieży. Współpracownicy wywiadu zdobywali pieniądze, złoto, dzieła sztuki. Działalność Janoszów miała służyć finansowaniu służb, znaczna część zdobyczy znalazła się w posiadaniu oficerów MSW, zaangażowanych w operację. Prowadzili przestępczy tryb życia, przy wiedzy i akceptacji ich szefów. Zrozumiałym jest więc, że ujawnienie skandalu zagroziłoby wizerunkowi PRL na arenie międzynarodowej. Czy tego obawiali się wysoko postawienie wojskowi? Sprawa miała charakter bardziej złożony.

Niewątpliwie Janoszowie dysponowali potężną wiedzą o niektórych personach, również tych z PZPR. Czym prędzej powołano więc specjalną komisję pod przewodnictwem gen. Władysława Pożoga. Nadrzędnym jej celem pozostawało m.in. przejęcie kluczowej dokumentacji Departamentu I i przesłuchanie wszystkich zaangażowanych w tę sprawę.

Jak podają historycy, w ramach akcji pozyskano 50 kg złota, z kolei do budżetu trafiło około 30 kg, tej najwyższej próby i jakości. Bagieński i Gontarczyk podają jeszcze inne sumy: od 120 do nawet 200 kilogramów. Nadmieniono też o licznych kosztownościach, których wartość dziś trudno oszacować. W sprawie pojawiają się nazwiska wysoko postawionych osób, np. gen. Mirosława Milewskiego, który mógł zyskać najwięcej. Beneficjentką tychże środków była ponoć żona Edwarda Gierka (jego dalsza rola jest znana); profity czerpać miał też generał Franciszek Szlachcic.

Tak zwane sklepiki to ''czarna kasa" MSW znajdująca się w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach (należały do wywiadu). Domniemywa się, iż istniała od początków PRL. Wśród ''ofert sklepiku" znajdowały się: pieniądze, precjoza, alkohol, papierosy. Ale też dzieła sztuki i inne przedmioty.

Ciekawe jest, to co mówił gen. Milewski ''umoczony" w operację, odrzucający zarzuty, iż nie złoży broni, choćby miał skończyć jak Popiełuszko. W związku z tym Bagieński i Gontarczyk słusznie pytają o powiązania generała ze śmiercią walecznego duchownego i aferą ''Żelazo". Konkluzje są zastanawiające.

Z zaprezentowanych dokumentów wyłania się wstrząsający portret Polski komunistycznej: destrukcyjny charakter rządzących, wykorzystywanie zależności służbowych oraz bezkarność. Uciekano się do różnego rodzaju nacisków oraz powiązania z półświatkiem; sięganie po wszystkie środki przymusu.

Treść Afery Żelazo jest bardzo przystępna w odbiorze, porządkuje naszą wiedzę w tej materii.

poniedziałek, 1 listopada 2021

Mistrz Leonardo, jakiego nie znamy

W tym wyjątkowym dniu wspominamy wszystkich tych, którzy odeszli. W związku z tym  warto zapoznać się z obszerną, lecz taką, która nie nastręcza trudności w odbiorze, biografią. Tę popełnił Walter Isaacson Leonardo Da Vinci. Na taki stan rzeczy wpłynęło wiele okoliczności: atrakcyjny, erudycyjny sposób prowadzenia narracji, mnogość  zastosowanych środków językowych. Nieodzownym atutem publikacji jest  też fenomenalny przekład.

Z czym kojarzy nam się ten wybitny, renesansowy twórca? Czy tylko z dziełami takimi jak Mona Lisa, Ostatnia wieczerza? Absolutnie nie. Nasz bohater to wszechstronnie uzdolniony człowiek: malarz, rzeźbiarz, architekt, inżynier. A ponadto: matematyk, geolog, astronom, pisarz oraz...muzyk. Szacuje się, że zachowało się około 7000 stron z prywatnych notatek,  rysunków, szkiców. Pracowity i otwarty. To niekwestionowany talent malarski przyniósł mu sławę, lecz nie tylko. Popularyzował wiedzę z rozmaitych dziedzin. Leonardo był nieślubnym potomkiem przyszłego florenckiego prawnika i jego metresy (miał zostać notariuszem). Ostatecznie ojciec ustanowił go prawowitym synem.

Kto może czerpać wprost ze źródła, nie będzie pić wody z dzbana.

Już we wstępie dowiemy się co nieco o środkach płatniczych w 1500 roku. Dostajemy mnóstwo ciekawostek, choćby takich, iż człon ''da Vinci" to nie nazwisko, ale miejsce urodzenia przyszłego konstruktora i naukowca. Zatem w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle, co ''z miasta". Pamiętajmy, że  nie wszyscy akceptowali ekscentryczną naturę Leonarda: Był dziwny, był największym z dziwaków, i nic na to nie poradzimy. Renesans to epoka światłych umysłów i niesztampowych osobowości. To barwny czas w historii całej kultury.

Moim zdaniem warto też zwrócić uwagę na świetne zdjęcia w kolorze i multum wiedzy o malarstwie. Walter Isaacson szczegółowo omawia większość zdobyczy Da Vinci. Analiza całościowego dorobku artystycznego i naukowego przeplata się z dość skomplikowanym życiem prywatnym. Spojrzenie na Leonarda z kilku perspektyw. Nie zgadzam się z niektórymi opiniami, że autor przynudza, ależ nie! Ta książka stanowi prawdziwą gratkę dla wszystkich miłośników sztuki. Biografia jest wyborna w warstwie edytorskiej, ilustracyjnej.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Czyli rozważania o podręczniku do nauczania historii i teraźniejszości (przedmiot ten zastąpi wiedzę o społeczeństwie) pióra prof. Wojciecha...