niedziela, 15 marca 2026

Z życia wzięte

 

Ból, który nie istnieje? Czy człowiek może odczuwać coś takiego? Co na to medycyna? O tym za chwilę. Trzeba tu zaznaczyć, że tytuł opowieści zaczerpnięto z fachowego języka medycznego.

Bóle fantomowe

Owo pojęcie oznacza szereg  dolegliwości utrudniających codzienne funkcjonowanie. Termin ten odnosi się do amputowanej części ciała i stanowi złudzenie obecności  usuniętej np. kończyny. Przypadłość ta dotyka 80-90 procent pacjentów, głównie kobiet. Neurolodzy zaznaczają, że bóle fantomowe mają charakter subiektywny.

Autobiografię podzielono na rozdziały, dzięki czemu zachowano porządek rzeczy, spójną strukturę tekstu. Historia ma charakter gorzko-słodki, autorka pisze bez zbędnego patosu i upiększeń. Wszak życie jej nie oszczędzało.

Elżbietę poznajemy w chwili, kiedy wydaje się jej, że cały świat sprzysiągł się przeciw niej. Czy tak faktycznie było? Przez pryzmat własnych doświadczeń narratorka  rozprawia się z mitami na temat depresji. Kobieta sprzeciwia się sygmatyzmowi, a szukając przyczyn rozmaitych schorzeń, sprzeciwia się kultowi pracoholizmu.

Każda tego typu publikacja będzie ważna i potrzebna społecznie, dowodzi licznych zależności, pokazuje zespół naczyń połączonych.
Wspomnienia zostały pięknie zilustrowane, fotografie są adekwatne do treści.

Pisarka wyciąga konstruktywne wnioski z popełnionych błędów, cóż Errare humanum est. Przestrzega też przed przesadnym przeglądaniem się w opiniach innych ludzi, książkę czytałam etapami ze względu na rangę spraw w niej przedstawionych.
Lektura zmusza nas  do przemyśleń, ale Elżbieta nie sili się na banały i pocieszanie na siłę.

Czy autorka wyjdzie z tej batalii zwycięsko? Czy zaakceptuje to, co nieuniknione  i na co nie ma wpływu?

Osamotnienie. Odrzucenie. Niechęć i brak perspektyw. Poszukiwanie sensu życia

Sądzę, że spora część czytelników zrozumie motywacje bohaterki i rozpozna w nich siebie. Z każdą przeczytaną stroną dostrzegamy pracę Eli nad sobą i postrzeganie innych osób. I to na plus.

Elżbieta Majakowska-Kaźmierska nie boi się tematów trudnych, bolesnych i niewygodnych. Co istotne, jest szczera, udało się pisarce zachować balans między ja idealne a ja realne. Kobieta pozostaje autentyczna  od pierwszych stron, choć to, o czym pisze, nie jest łatwe i przyjemne.

Lektura winna spełnić oczekiwania wszystkich mierzących się z podobnymi traumami i poszukujących nadziei na lepsze jutro.

Autorce składam podziękowania za przekazanie mi egzemplarza do recenzji.

wtorek, 10 marca 2026

Granice wytrzymałości psychicznej

Wyśmienicie sportretowane przez obiecującą pisarkę Annę Makos w powieści pod intrygującym tytułem Mroczna strona mojego życia. Brzmi ciekawie? Fabuła od początku do końca pozostaje autentyczna aż do bólu. Sądzę, że w omawianej prozie odnajdzie się wiele osób zmagających się z podobnymi dylematami, problemami.
 

Nawet w ciemności można dostrzec światło. Trzeba tylko uwierzyć, że tam jest.

Recenzowana historia do najłatwiejszych nie należy ze względu na ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie. 

Poznajcie zatem losy wyjątkowej bohaterki, tylko pozornie pozostającej zwyczajną osobą. Wiemy, że kobieta zmaga się z szeregiem problemów: przeciążenie w opiece nad chorą matką daje znać o sobie. Czuje też, że rzeczywistość ją przerasta, w dodatku pojawia się ktoś z przeszłości. Córka schorowanej starszej pani waha się, ta relacja sporo ją kosztowała, co zrobi? Czy ów ma jeszcze jakiekolwiek szanse?

Kiedy doskwiera proza życia i codzienna egzystencja wypełniona niestającymi zmartwieniami staje się nieznośna.

Kobieta wciąż poświęca się dla innych, zapominając o własnych potrzebach i pragnieniach. Czy uda się jej wreszcie osiągnąć upragniony dobrostan?

Nagle pojawia się Ona. Nowa opiekunka. Kim jest cicha i pokorna Barbara ingerująca w każdy aspekt życia podopiecznej. Na domiar złego spotkanie z dawną miłością zakłóca harmonię życia obu pań.

Odpowiedzialność. Trudne decyzje, granice odporności. Czy bohaterka odważy się przełamać ten impas i zacznie żyć na własnych zasadach?
Każde życie ma swoją moc. Ale żadna moc nie trwa wiecznie.

Co jeszcze możemy powiedzieć o tej nieodgadnionej postaci, dla której zawsze liczyło się dobro innych? Czy łatwo się z nią utożsamić i zrozumieć jej wybory? Czy przez dotychczasową postawę nie jest nam bliska?

Osnowa mocno osadzona w realiach, pokazuje rzeczywistość w zajmowaniu się schorowanym rodzicem i występującymi stanami depresyjnymi. Autorka umiejętnie oddaję głębię psychologiczną.

Droga bohaterki do własnej świadomości przepełniona jest bólem, osamotnieniem i zwątpieniem.
O tym, kiedy cisza krzyczy, o niewypowiedzianych pretensjach, żalach.

Opowieść na długo pozostaje w czytelniku i skłania do namysłu nad zaangażowaniem się w pomoc dla innych, bliskich lub znajomych. Treść składa się z trzech części, każda z nich w równym stopniu rezonuje w odbiorcy.

O poszukiwaniu szczęścia  i własnego ja, o pragnieniu uwolnienia się od przeszłości.

Czy kobiecie uda się pokonać własne demony i określić czego tak naprawdę chce?
Przekonajcie się sami, sięgając po lekturę Mrocznej strony mojego życia.  

Czy coś mi się tutaj nie podobało?

W mojej ocenie słabszym elementem pozostaje niekiedy męczący sposób budowania narracji. Poza tym Anna Makos nie nadała imienia postaci, wciąż odnosi się do niej bezosobowo. 

Odnajdujecie się w tego typu powiastkach, czy raczej nie są to Wasze klimaty? Dajcie znać!

Współpraca recenzencka

niedziela, 8 marca 2026

Poznajcie świat Anieli

 

Wychowującej się w świecie hipokryzji i dewocji na pokaz, w tej rodzinie nie ma miejsca na żadne uczucia, tu liczą się wyłącznie partykularne interesy. 

Dziś premiera najnowszego romansu historycznego Eweliny C. Lisowskiej- Anieli Czekaliście?

O czym opowiada  romans historyczny pióra Eweliny C. Lisowskiej?
Wraz z bohaterami przenosimy się do XIX wieku, do posiadłości Dembińskich, liczącą dwadzieścia wiosen panienkę rodzice postanowili czym prędzej wydać za mąż. Mamy tu typową transakcję wiązaną, ale...

Aniela jest  kolejną udaną powieścią w dorobku Eweliny C. Lisowskiej ukazującą podwójną moralność wyższych warstw społecznych. Pisarka swoim zwyczajem zaprasza nas do świata pełnego konwenansów, ale i obłudy. Do środowiska przedkładającego prywatne interesy dla dobra innych.

W otoczeniu głównej bohaterki na dobre rozpanoszyły się pazerność i wyrachowanie. Jednak dziewczyna nie pozostaje całkowicie samotna, gdyż w codziennej niedoli towarzyszy jej pewien duchowny.
Nikt teraz z miłości się nie żeni, a już na pewno nie w naszych sferach.
Autorka znakomicie oddała duszną aurę minionej epoki.

Atmosfera w willi możnego państwa pozostaje nieznośna, każdy z jej mieszkańców ma swoją część i to w niej się zatraca.

Każdy żył tutaj  swoim światem, a najwięcej Aniela, która zanurzała się w świecie marzeń i błądziła między snem a jawą.

Jakie będą dalsze losy Anieli i Gustawa, wszak to dwie różne osobowości, przekonacie się, sięgając po tę historię. Oboje znaleźli się w niekomfortowej sytuacji, w osobistych sprawach zdecydowano za nich.

Perypetie pannicy z dobrego domu nie odbiegają o ówczesnych realiów, tu jest wszystko: oschłość relacji, brak zainteresowania domownikiem, odrzucenie. Kandydat do ręki bohaterki początkowo nie wzbudza sympatii czytelnika, jest arogancki i odpychający. Warto dać mu jednak szansę na bliższe poznanie.

Ewelina C. Lisowska przygotowała się do tematu, wie, o czym pisze, wykazuje się konsekwencją w budowaniu postaci. Język, którym posługują się bohaterowie, pozostaje adekwatny do czasów dziewiętnastowiecznych. Treść zawiera plastyczny opis zwyczajów, przypisy objaśniają poszczególne kwestie.

Jak myślicie, czy ten związek ma przyszłość? Czy Aniela i Gustaw dostaną szansę na zbudowanie czegoś nowego? W książce nie brakuje rozmaitych emocji, czekają Was niespodziewane, zaskakujące zwroty akcji. 

Aniela to dobrze skrojona opowieść z nietypowymi, ale realistycznymi bohaterami zasługującymi na uwagę.

Autorce dziękuję za przekazanie mi egzemplarza do recenzji.

###################################################

Przydatne informacje:

Tytuł: Aniela 

Autor: Ewelina C. Lisowska

Gatunek: romans historyczny osadzony w XIX wieku

Wydawnictwo: Romanse

czwartek, 5 marca 2026

Muzy Wojny

 

RECENZJA PATRONACKA

Zagadnienia poruszane przez znaną nam już Iwonę Grądzką wymagają od czytelnika uważności oraz elementarnej wrażliwości. Jest w niej niezgoda na współczesny, hedonistyczny i obłudny świat zdominowany przez przemoc, również tę polityczną.

Autorka zalicza się do znakomitych obserwatorek życia społecznego, standardowym motywem w jej twórczości jest wszystko to, co przynosi moralny upadek człowieka: /Znawcy smaku/kontemplują smak życia/.  Mowa tu przesadnym konsumpcjonizmie, próżności i libertyńskich zapędach. Narratorka przestrzega przed jałowością egzystencji.

W antologii otrzymujemy bogactwo środków stylistycznych, w tym metafor, wersy nie są długie, a  układ tekstu schludny i przemyślany. Celem pisarki jest wzbudzenie refleksji w czytelniku na temat współczesnych wydarzeń. Tom Muzy Wojny świetnie wpisuje się w dorobek Iwony Grądzkiej, zbiór ten będzie protestem przeciw antywartościom panoszącym  się w przestrzeni publicznej. Dobrym tego przykładem może być fragment utworu ,,Zlecenie na akt miłości'': /W Wenecji Casanova nie może opędzić się od zleceń/podań o miłość bezkresną w czasie zarazy/miłość na żądanie i na sprzedaż/.

Podmiot liryczny podkreśla kruchość, płytkość relacji: /Jedynie zamówienia na romans krótki, przelotny, ale gorący/znajdują potwierdzenie/.

Pragnienie uczucia nie zna płci, wieku, pochodzenia: /W długiej kolejce po miłość stoi arystokracja i gawiedź/damy szlachetnie urodzone i te z nieprawego łoża/.

Nowy, zniewolony umysł jako przedmiot dociekań w epigramach Iwony Grądzkiej

Poetka zauważa iluzję uzależniania się od pochlebstw, od drugiego człowieka i zatracanie się w blagierstwie. Zaznacza łatwość, z jaką społeczeństwo łatwo ulega manipulacji, sterowaniu, przebiegłym socjotechnikom: /Kukiełki poruszane odgórnie drutami i grubymi nićmi/przez rządy i korporacje w przedstawieniach sezonowych/tańczą taniec posłuszeństwa i ugody/drewniane lalki oddane koneserowi/zamykają na kłódkę usta/ w imieniu prawa godzą się na kłamstwa/.

Według pisarki ludzie uciekają w powierzchowność i świat zapewniający im złudne poczucie bezpieczeństwa. Iwona Grądzka ustosunkowała się do czasów pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie, kontestując taki porządek rzeczy: /Maska medyka z zakrzywionym dziobem/straży zarazą i epidemią/unikają jej pacjenci ambulatoryjni i szpitalni wielu prowincji/. 

W swojej twórczości autorka zadaje istotne pytania. W jednym z wierszy zastanawia się, kim są anarchiści, udzielając odpowiedzi: / Celebryci pławiący się w miliardach, bitcoinach, kryptowalutach/rycerze Hermesa ze skrzydłami u stóp świata/wywrotowcy dużego i małego kalibru, przykładają rewolwer do skroni/.

Teatr wojny i Muzy Wojny

Grądzka uzupełnia myśli: /Samozwańcze elity/niedostępna śmietanka towarzyska creme de la creme/szykują rewolucję terroru w mowie nienawiści/.
Dobitnie konkluduje: /Teatr wojny otwarty na szeroką publiczność, widzów świata globalnej wioski/terrorysta trzyma w szachu świat na krawędzi/nad szachownicą pełną piorunów, wież i królowej zagłady skoczków/zło rozlewa się gwałtownie w kokonie mas w gnieździe propagandy/ leci z pociskiem Iskander nad granicami państw/.

Poetka zabiera głos w ważnych sprawach, podkreślając niszczący charakter wszystkich konfliktów zbrojnych, brak poszanowania dla wartości życia, polityczne interesy. Mamy więc tu problematykę uchodźców wojennych: /Uczymy się nowych twarzy, pięknych kobiet ze Wschodu, uciekinierek przed zagładą i bombami/zbiegów wojny ojczyźnianej z dziećmi i zwierzętami na rękach/poznajemy twarze żołnierzy wracających na front/.

Iwona Grądzka oddaje głos Muzom Wojny krzyczącym o dramacie ludobójstwa, dającym wyraz cierpieniu: /Malują dzieje więźniów piwnic i wygnańców z krainy żyznej, dobitej pociskami kasetonowymi/malują niebo pełne wybuchów, bomb, rakiet rozpadających się na barwne atomy/.

Poznanianka pokłada ufność w odrodzenie: / Wczesną wiosną drzewa powstają z martwych/długie, mocne korzenie drzew szukają życiodajnych soków w podziemiach wód gruntowych/zrzucają z siebie szron, kurz/powołane do sił zbrojnych/do zbiorowego powstania/do życia siłą słońca/stanięcia na baczność przed złotą tarczą nieba/.

Reasumując: Muzy wojny to niewątpliwie lektura zasługująca na uwagę czytelników, choćby ze względu na aktualną wymowę. Iwona Grądzka należy do tych poetów, którzy błyskawicznie reagują na bieżące wydarzenia.

Współpraca patronacka z Wydawnictwem AlterNatywnym.



poniedziałek, 2 marca 2026

Żywot nauczycielek w Drugiej Rzeczypospolitej. Perspektywa naukowa

 

One. Nauczycielki. Krzewicielki kultury polskiej i postaw patriotyzmu, często dyskryminowane i niedoceniane (tzw. Ustawa celibatowa). Z czym się mierzyły?


Współczesne badania naukowe nad kondycją systemu oświaty w II RP kwestionują sielankowy obraz przedwojennych placówek.
Młodemu państwu zrzucającemu kajdany niewoli przyszło zmierzyć się z mnóstwem problemów, te nie ominęły również edukacji: wysoki poziom analfabetyzmy, słabe finansowanie szkół i brak odpowiednich pomieszczeń. I o tym pisze m.in. dr hab. Monika Piotrowska-Marchewa w wybornym studium  Potrzebne państwu polskiemu.

Lektura książki zdecydowanie zasługuje na uznanie, nic tylko czytać i wyciągać konstruktywne wnioski. Pozycja bardzo potrzebna, wartościowa i wypełniająca lukę na rynku wydawniczym.

Tytuł monografii nawiązuje do wypowiedzi Władysławy Weychert- Szymanowskiej zamieszczonej na łamach periodyku ,,Na Posterunku'', pedagoga i aktywistki społecznej. Natomiast okładka rozważań powstałych na podstawie rozprawy habilitacyjnej przedstawia uczniów podczas lekcji w 1938 roku.

Nauczycielki stanowiły jedną z najliczniejszych grup zawodowych w Niepodległej, ich zaangażowanie przyczyniło się do zmniejszenia poziomu analfabetyzmu. Pisze badaczka o sytuacji ówczesnej kadry pedagogicznej zatrudnionej w szkolnictwie powszechnym, czerpiąc wiele z obfitych źródeł. Autorka posiłkowała się np. korespondencją z ,,Głosu Nauczycielskiego''.

Solidne wprowadzenie do pracy wskazuje jasno, z jakim gatunkiem literatury mamy do czynienia: gruntowny przegląd piśmiennictwa międzywojennego.

Monika Piotrowska- Marchewa rekonstruuje  związki emocjonalne nauczycieli z placówką, uczniami, są to głębokie analizy pozbawione powierzchownych ocen.

Dyskryminacja śląskich nauczycielek (i nie tylko), rzecz o tzw. Ustawie celibatowej

Wciąż powszechnie obowiązywały krzywdzące stereotypy.
Kobieta powinna wyjść za mąż i zajmować się domem.

Dr hab. charakteryzuje  dyskusyjne rozporządzenie Sejmu Śląskiego z 29 marca 1926 roku, które przyjęło się pod nazwą Ustawy celibatowej. Dokument przewidywał... zwolnienia nauczycielek mężatek. Od potencjalnych kandydatek wymagano statusu wolnego. Co ciekawe, obostrzenia te nie dotyczyły mężczyzn, o tym kontrowersyjnym zarządzeniu rzadko wspomina się w literaturze. Zapisy poparł prezydent Ignacy Mościcki starający się o poparcie dla rządów sanacyjnych; nakaz zniesiono w 1938 roku. Ustawa wywołała sprzeciw różnych środowisk, feministki krytykowano za brak solidarności i reakcji.

W jaki sposób to uzasadniano? Argumentacja do dziś  wzbudza wątpliwości:

Każda kobieta mężatka należy do domu, jest kapłanką domowego ogniska, i tego powinna w pierwszym rzędzie pilnować.

A co z ciężarnymi edukatorkami? I na nie znalazł się ''sposób", kobiety te często oskarżano o... demoralizację wychowanków. Badaczka przywołuje multum świadectw potwierdzających taki stan rzeczy.

W jakiej pruderii wychowane są dzieci przez to społeczeństwo, skoro dla nich widok nauczycielki w ciąży jest powodem niezdrowej sensacji i nieprzyzwoitości.

Publikacja Potrzebne państwu polskiemu zawiera szerokie spojrzenie naukowe na kwestię praw i powinności nauczycielek w Drugiej Rzeczypospolitej. Dużo też wnosi do współczesnego, społecznego dyskursu o czasach minionej epoki. Struktura pracy jest przemyślana, badaczka docieka, oddaje głos bohaterkom. Całość uzupełniają aneksy, fotografie, zestawienia czyniące tę książkę jeszcze ciekawszą.