Oto jest pytanie iście hamletowskie, które od lat zaprząta umysły intelektualistów po obu stronach barykady politycznej. Okres ten podlega nieustannym sądom dokonywanym przez historyków, socjologów, publicystów. Czasy słusznie minione od lat są przedmiotem wielu badań naukowców, również tych europejskich. Jedno jest pewne: epoki tej nie da się zupełnie wymazać z chronologii dziejów, pamiętając, że nieboszczka Polska Ludowa była tworem o charakterze opresyjnym, dławiąca wszelkie przejawy niezależności.
PRL dał swoim rówieśnikom niepowtarzalne szanse wykształcenia i awansu. Jedni to doceniają, jak ów znany literat, który powtarza, że w niezmienionych okolicznościach ustrojowych pasałby, wzorem przodków, folwarczne krowy. Inni przemilczają. Jeszcze inni udają, że rozpoczęli życie jako dojrzali pogromcy komuny, a co wcześniej, to nie oni. Nikt jednak nie oddał zdobytego w Polsce Ludowej dyplomu ani innych benefitów. Ale wrażliwszych spośród tych, którzy zawrócili pociąg historii i stali się beneficjentami nowego politycznego rozdania, peerelowskie wykorzystane szanse uwierają jak cierń.
Sentymentalna podróż w czasie
Na kartach zajmującej opowieści Cierń szansy. Nie przepraszamy za PRL, Ewa Nowakowska powraca do młodzieńczych lat, wspominając ten czas z rozrzewnieniem. Swoje doświadczenia konfrontuje z obecną sytuacją w naszym kraju, wnioski nie są zadowalające. Rozczarowała pisarkę demokracja i system sprawowania władzy, wydaje się, że nowe porządki nie spełniły jej aspiracji i oczekiwań. Ewa Nowakowska pisze wprost, co jej się nie podoba, ma nietuzinkowe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Kontestuje czołowe zagadnienia społeczno-polityczne, buntując się przeciw narzucanej przez niektóre środowiska narracji.
W książce tej dziennikarka krytycznie ocenia przemiany ustrojowe, aktywność polityków, dla oddania emocji, posługuje się ironią, sarkazmem, dokonując rozliczeń. Treść przy tym utrzymana została w lekkim, dynamicznym, żywym tonie.
Spostrzeżenia Ewy Nowakowskiej bywają trafne i zasadne oraz warte odnotowania, są wyrazem jej mocno utrwalonych, lewicowych poglądów. W wywodach publicystka nie oszczędza nawet Instytutu Pamięci Narodowej, kategorycznie postulując jego likwidację. Autorka wytacza najcięższe działa, pisząc o jego rzekomych ofiarach, kwestionuje sens istnienia tejże arcyważnej instytucji, stanowiącej fundament demokratycznego państwa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz