czwartek, 9 września 2021

Destrukcyjny charakter sekty

Noc listopadowa 1978 roku była dziwna, nastroje minorowe. Czyżby wyznawcy Jonesa, przeczuwali nadciągający kataklizm? Wydarzenie to przeszło do historii pod nazwą ''białej nocy". Wówczas to śmierć poniosło ponad 900 kobiet, dzieci i mężczyzn. Niektórzy posłuchali mentora i w sposób spontaniczny odebrali sobie życie. Innym, którzy chcieli żyć, zaaplikowano cyjanek. O genezie tego mordu i o innych rzeczach, ze swadą opowie nam Jeff Guinn, w publikacji Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa.

James Warren powszechnie znany jako ''Jim" Jones to kaznodzieja i przywódca ugrupowania Świątynia Ludu, który uwiódł miliony, po to, aby za chwilę ich zgładzić. Ale po kolei. Jonestwon to osada powstała na polecenie przywódcy sekty. Tereny te kupiono za bezcen. Dosłownie.


Z jednej strony guru był osobą niezwykle charyzmatyczną, umiał słuchać, przyciągał ludzi. Wydawać by się mogło, że odznaczał się szlachetnymi przymiotami, wrażliwością na krzywdę innych, zwłaszcza Afroamerykanów. Potępiał segregację, piętnował nierówności społeczne. Tylko że w tej  charakterystyce pojawia się pewien rys, mianowicie, drugie, mroczne oblicze Jonesa. To człowiek o zaburzonej osobowości (prawie tak samo jak Charles Manson), psychopatycznej i sadystycznej. Bohater recenzowanego reportażu z lubością znęcał się nad ludźmi (sprytnie wykorzystywał nadarzające się okazje) i zwierzętami. Był prawdziwym okrutnikiem. W dodatku zafascynowany Adolfem Hitlerem, Nikitą Chruszczowem oraz ideologią marksistowsko- leninowską.

Twórca sekty już w dzieciństwie wyróżniał się specyficznym zachowaniem, znacznie odstawał od rówieśników.

Doskonale znamy mechanizm działalności sekt: początkowa pozorna życzliwość, zrozumienie trudnego położenia (najczęściej kłopoty osobiste) potencjalnej ofiary. Następnie: osaczanie, szantaż emocjonalny, manipulowanie. Jednym słowem, żerowanie na najniższych uczuciach.

Przez karty przewijają się same znane nazwiska: John F. Kennedy, Robert F. Kennedy, Martin Luther King. Autor w drobiazgowy sposób prezentuje nam dzieje tej wspólnoty, poruszając rozmaite sprawy.

Warto przeczytać.

Tekst został wyróżniony przez redakcję serwisu nakanapie.pl.

poniedziałek, 6 września 2021

Historia polityczna Polski w pigułce

Piątka u Semki. Jan Hlebowicz w rozmowie z Piotrem Semką.

Autobiografia jednego z najbardziej rozpoznawalnych publicystów w Polsce. Panowie prowadzą dysputy o dziennikarstwie, polityce, Adamie Michniku i Gazecie Wyborczej. Jednym słowem, do rzeczy.


Interlokutor Jana Hlebowicza odwołuje się do czasów swojej młodości, podejmowania rozmaitych decyzji, przyszło rozczarowanie redaktorem naczelnym GW, Lechem Wałęsą i innymi działaczami ''Solidarności". W tle dyskusji pojawiają się znane osobistości: Tadeusz Mazowiecki, bracia Kurscy, Kaczyńscy, Aleksander Hall, Donald Tusk, Marcin Król, Monika Olejnik czy Jerzy Urban.

Piotr Semka w tej ciekawej rozmowie kładzie nacisk na brak rozliczeń z komunizmem,  fikcji ustaleń w Magdalence. Wspomina o wyborze Karola Wojtyły na papieża. Nawiązuje do traumatycznych doświadczeń stanu wojennego i działalności antykomunistycznej. Konkluzje nie są optymistyczne: autorzy wytykają kołtuństwo wielu person, smutna refleksja o podeptanych ideałach i marzeniach. I o podziale na wy, my, oni, dawni przyjaciele stali się sobie obcy. Mamy zatem słodko-gorzką opowieść o życiu w reżimie.

Panowie zabierają nas w podróż po PRL-u i kraju młodej demokracji.

Dziennikarz tygodnika Do Rzeczy mówi wprost o fascynacji Adamem Michnikiem, który potraktował go (wówczas stawiającego pierwsze kroki w zawodzie) w sposób grubiański, ordynarny. Mimo to rozmówca historyka nie zniechęcił się do ''komandosa". Semka opowiada, iż brat stalinowskiego sędziego wyznawał zasadę: ''kto nie z nami, ten przeciw nam''. Przyszły redaktor naczelny miał nie tolerować przejawów  samodzielności, wymagał absolutnego posłuszeństwa, również w myśleniu. Wydaje się więc, że opinia Piotra Semki nie straciła na aktualności. Dlaczego Michnik przyciągał tłumy? Według publicysty główną przesłankę stanowiła atrakcyjność intelektualna i erudycja. Pęknięcie nastąpiło w 1987 roku, kiedy Michnik zaatakował Marcina Króla (próbującego porozumieć się z rządzącymi), nazywając go zdrajcą, który poszedł na układ z Urbanem. Późniejsza fraternizacja ''Adasia" z twórcą paskudnego Nie, pokazała skalę obłudy tego człowieka.

Czym była wiosna młodych? Komu zależało na zdławieniu buntów młodych robotników? I co miał z tym wszystkim wspólnego Lech Wałęsa?

Jan Hlebowicz zadaje konkretne pytania, uzyskuje też zdecydowane odpowiedzi. Piotr Semka ma niekwestionowany talent narracyjny, pytający nie boi się poruszać trudnych spraw. Zgłasza też pretensje pod adresem obecnie rządzącej partii.  Dostajemy obiektywne spojrzenie na wydarzenia, postaci. Recenzowana publikacja to prawdziwe, rzetelne kompendium odnośnie najnowszej historii Polski. Walorem wywiadu-rzeki są liczne fotografie i ładna szata graficzna.


sobota, 4 września 2021

'Gdzie zaczyna się tajemnica, kończy sprawiedliwość'

Przywołany cytat dobrze oddaje istotę sprawy Tomasza Komendy, człowieka niesłusznie oskarżonego o zgwałcenie i zamordowanie piętnastoletniej Małgosi z Miłoszyc na Dolnym Śląsku. Na podstawie poruszającego reportażu Grzegorza Głuszaka 25 lat Niewinności. Sprawa Tomasza Komendy, powstał film w reżyserii Jana Holubka. We wcześniejszym wpisie, wspominałam o tej produkcji.


Na bohatera recenzowanej publikacji wydano już wyrok, politycy nie przebierali w słowach, nazywając go zbirem, degeneratem. Choć niezborność policji była ewidentna. Podczas lektury tej wstrząsającej książki, przypomniały mi się słowa Ernesta Hemingwaya, że: Człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Chcę wierzyć, że tak jest w przypadku pana Tomasza.

Dla triumfu zła potrzeba, tylko żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

Reportaż Grzegorza Głuszaka ma kilka słabych punktów: autor dominuje, narracja bywa chaotyczna i niespójna. Występują liczne powtórzenia, wciąż przytacza te same wątki. Pojawiają się przeinaczenia w nazewnictwie jednostki penitencjarnej. Zakład Karny we Wrocławiu mieści się przy ulicy Kleczkowskiej, a nie Klęczkowskiej, jak podaje publicysta. Warto to poprawić, gdyż błąd przewija się przez całą treść. 

Niemniej jednak dziennikarzowi udało się uchwycić wszystko, co najważniejsze: szokujące niechlujstwo wymiaru sprawiedliwości, szukanie sprawcy na siłę. Głuszak nadmienia też o fałszywych zeznaniach niektórych osób, za które nikt nie poniósł odpowiedzialności karnej. Najbardziej jednak przejmująca jest rozmowa z Komendą, który wspomina o najgorszych momentach w więzieniu. Wiemy przecież, jaki jest los osób skazanych za przestępstwa seksualne. Mamy mnóstwo pytań: o humanitaryzm, o to jak łatwo osądzić drugiego człowieka, o granicę wytrzymałości psychicznej.

6540 dni Tomasza Komendy w izolacji.

25 lat Niewinności... jest lekturą przeznaczoną dla osób o mocnych nerwach, ponieważ Grzegorzowi Głuszakowi nie do końca udało się ominąć drastycznych momentów.

Ostatecznie zwyciężyła prawda i sprawiedliwość, które przyszły po osiemnastu latach. Ale przyszły.

czwartek, 2 września 2021

Mierni, ale wierni. Czy zawsze?

Rzecz o wartościowej monografii naukowej wydanej pod auspicjami Instytutu Pamięci Narodowej: Twórczość na zamówienie pod red. Sebastiana Ligarskiego i Rafała Łatki. Opracowanie przybliża dzieje wielu person tworzących na zamówienie partii. Poznajemy sylwetki wielu prominentnych dziennikarzy, prozaików, plastyków czy naukowców, w większości pozostających wierności PZPR. Zatem wszystkich tych, którzy skwapliwie korzystali z dobrodziejstw patologicznego systemu. Jednak w odpowiednim czasie zażądano  deklaracji lojalności.

Zdumiewające jak łatwo przychodziło im czerpanie sowitych gratyfikacji, skutecznie usypiających poczucie godności i sumienia. Artyści uwielbiali adorację i mir ponad miarę, próżność była ich najważniejszą cechą. Wszystko to przy aplauzie niewyrobionej literacko publiczności.              

Dostajemy spojrzenie na resortową twórczość, będącą w swojej wymowie kłamliwą i tendencyjną. Zgodna z wytycznymi komunistów. Wskazano na życiorysy osób takich jak: Łukasz Kuźmicz, Władysław Góra, Tadeusz Walichnowski, Marian Strużyński vel Reniak.

Sprawą intelektualistów zajmował się Wydział IV Departamentu MSW, oczywiście na tym głównym szczeblu. Natomiast w województwach ''pałeczkę"  przejęły wydziały III KW MO. Do ich zadań należało rozpracowywanie poszczególnych jednostek, doszukiwanie się wypowiedzi  ''antypaństwowych'', etc. Na celowniku znajdowali się ci pisarze, którzy byli aktywni przed wojną i tuż po niej. Pieczę sprawował Związek Literatów Polskich, złożony z różnej maści donosicieli, kreatur i szumowin. Niektórzy sami na siebie kapowali, światło dzienne ujrzały sekrety alkowy, kto za dużo wypił i usiadł za kierownicą. Paskudna sprawa.

W barwny sposób ukazano przypadek Macieja Słomczyńskiego vel Joe Alex, Kazimierz Kwaśniewski. Uznanie przyniosło mu tłumaczenie klasycznych dzieł literatury światowej, m.in. Williama Shakespeare'a, Vladimira Nabokova.

Historię naukowców przypomniała Cecylia Kuta, skoncentrowała się na dziejach prof. Władysława Góry, zapalonego doktrynera. Jego teksty były pisane pod dyktando komunistów, ideologia marksistowsko- leninowska wytyczała ''standardy''. Nie dziwi więc krytyka działaczy antykomunistycznych, całego podziemia niepodległościowego. Góra to resortowy historyk, zawsze dyspozycyjny, aby spełniać określone wymagania.

Naukowcy w stylu Walichnowskiego, Góry, nienawidzili wszystkiego, co antykomunistyczne.

Tadeusza Walichnowskiego, innego partyjnego historyka, znamy szerzej jako esbeka, sławnego podczas wydarzeń Marca '68, mający obsesję na punkcie Żydów. SB stała się wówczas ''żydowską komórką''. Publicystyka tego człowieka również naszpikowana była komunistyczną propagandą

Czy wszyscy ludzie kultury działali z pobudek ideologicznych? Przeważnie tak, lecz nie brakowało wśród nich pragmatyków, którzy przez lojalność wobec rządzących próbowali uzyskać jakieś korzyści. 

Wszystkie zagadnienia są przejrzyste, bronią się klarownością. Materiał badawczy stanowiły  źródła archiwalne, opracowania, wywiady prasowe, artykuły.


wtorek, 31 sierpnia 2021

Trzy siostry: co w galicyjskiej duszy gra?

 Monika Śliwińska, Panny z <<Wesela>> Siostry Mikołajczykówny i ich świat.

To kolejna udana opowieść w dorobku znanej pisarki. Czytałam biografię Wyspiańskiego pióra tej autorki i spodziewałam się, że historia sióstr będzie równie wyśmienita. Nie zawiodłam się.

Jak wyglądało życie społeczności bronowickiej i krakowskiej w XIX i XX wieku? Jak się ubierali? Co jedli? Mamy masę zwyczajów, ceremoniałów podanych w bardzo przystępnej formie.


Monika Śliwińska odmalowuje niezwykłą historię trzech sióstr, chłopek poślubiających artystów. Anna została wybranką malarza Włodzimierza Tetmajera. Jadwiga wyszła  za Lucjana Rydla. Natomiast Maria była towarzyszką życia Ludwika de Leveauxa. Każda z kobiet miała odmienną hierarchię wartości, ale łączyło je jedno: oddanie rodzinie i troska o najbliższych. Odznaczały się też różnym temperamentem. Naturalnie, takie mariaże nie mogły cieszyć się uznaniem ówczesnego społeczeństwa, traktowano je jako mezalians. Chłopki były jednak pełne uroku osobistego: gospodarcze, inteligentne, sprytne i zaradne, próbowały odnaleźć się w gąszczu sztywnych zasad, reguł. Mężowie z wielką gorliwością bronili ich czci (tylko pozazdrościć). Poznajemy dzieje rodu Rydlów i Tetmajerów na tle epoki.

Losy naszych bohaterek nie są łatwe, obfitują w rozmaite tragedie: utrata ukochanego potomka, zsyłka na Syberię. Spotykane przywary są typowe, występują i u mieszkańców innych regionów.

Warto mieć na uwadze, iż losy trzech sióstr tożsame były z historią Polski i galicyjskiego Krakowa. Akcja rozpoczyna się w 1890 roku, kończy w 1954 roku.

Doceniam kunszt i przygotowanie dziennikarki, ponieważ publikacja jest znakomicie udokumentowana. Monika Śliwińska powołuje się na liczne źródła, wspomnienia. Nie rozumiem podnoszonych uwag o domniemanym plagiacie, wszak każdy cytat jest dobrze oznaczony. W niektórych momentach publicystka straciła rezon i bywało zwyczajnie nudno; na szczęście nie zdarza się to zbyt często.

W tę pasjonującą opowieść autorka wplotła  fotografie, wiersze, fragmenty Wesela.

Kraków jest miastem niewątpliwie inteligenckim, z galicyjską dumą, o sporym potencjale. Raczej od zawsze przywiązany do tradycji. Wraz z pisarką odbywamy podróż w czasie. Czy możemy mówić o zaściankowości grodu Kraka? Zdecydowanie nie.


sobota, 28 sierpnia 2021

Hitler a sprawa Polska

Przy ponurej sobocie pragnę zachęcić Was do przeczytania niezwykle pasjonującej pracy autorstwa Krzysztofa Raka, Polska- Niespełniony Sojusznik Hitlera. Muszę stwierdzić, że to fascynujące studium zalicza się do tych pozycji, po które sięgnęłam za późno. Jej treść oraz barwny sposób prowadzenia narracji, porwały mnie od samego początku.


Czym jest hitlerologia? Jakie rzeczywiste intencje miał kanclerz III Rzeszy wobec Polski? Czym był kryzys gdański z 1935 roku (pamiętamy z historii, że miasto to od zawsze było zbuntowane, Batory, statuty Karnkowskiego, kolebka ''S'')? Czy stosunki między państwami zawsze były złe? Na te i inne pytania odpowie wytrawny badacz dziejów, jakim jest doktor Krzysztof Rak. Nie chcę popadać w patos, ale publikacja ta powinna być obowiązkową lekturą we wszystkich szkołach średnich.

We wstępie do tej solidnej pracy, autor charakteryzuje piśmiennictwo dotyczące relacji polsko-niemieckich. Przypomina o niechęci czy nawet agresji niektórych publicystów, uprawiających tendencyjną narrację, bazującą na komunistycznej retoryce. Nie wspomnę o kłamstwach historycznych. Niemiecka historiografia z reguły nie jest przychylna Polsce.

Naukowiec kreśli chorą politykę dyktatora wobec naszego kraju, lecz w dużej mierze klamrą spinająca rozważania jest rok 1939. Natomiast za punkt wyjścia obrał 1933 r. Przypomniano o polityce gabinetów Republiki Weimarskiej, jawnie wrogie zamiary: zawłaszczenie ''korytarza" i Śląska.

Krzysztof Rak serwuje nam zupełnie nowe, świeże postrzeganie polityki Adolfa Hitlera wobec Polski, zaprezentowane w niekonwencjonalnej formie. I choć tytuł rozważań może wydawać się kontrowersyjny, to jest wręcz odwrotnie. Historyk odwołuje się też do myśli znanego germanofila, Władysława Studnickiego, optującego za sojuszem polsko-niemieckim. Każda teza poparta jest solidną dokumentacją, kwerenda wypełniła znaczną część czasu Krzysztofa Raka.

Czego jeszcze możemy się spodziewać? Pojawia się uzasadniona, lecz wyważona krytyka Józefa Becka, poznajemy kulisy dyplomacji i cyniczną grę aliantów.

Wydawnictwo Bellona ma w swoim portfolio coraz wartościowsze syntezy, opracowania. Doświadczeni autorzy odsłaniają przed nami karty z historii Europy i świata.




czwartek, 26 sierpnia 2021

SB a ks. Henryk Gulbinowicz

Dialog należy kontynuować... Rozmowy operacyjne Służby Bezpieczeństwa z ks. Henrykiem Gulbinowiczem z lat 1969-1985. Studium przypadku.

Słysząc nazwisko tego duchownego, w myślach przywołujemy Wrocław i zasługi arcybiskupa dla tamtejszej ''Solidarności". W sierpniu 1980 roku udzielił wsparcia strajkującym, uczestniczył w święceniach lokali, obchodach zakazanych rocznic. Na początku grudnia 1981 roku bp Henryk Gulbinowicz przechował w swojej rezydencji 80 mln złotych wypłaconych z konta bankowego przez działaczy dolnośląskiej ''S''. 

W czasie junty wojskowej udzielał schronienia wielu działaczom opozycji antykomunistycznej; potępiał władze, podejmował działania w sprawie internowanych. Na tym jego działalność się nie skończyła. W 1982 roku bohater niniejszej publikacji powołał do życia Arcybiskupi Komitet Charytatywny we Wrocławiu, głównym zamierzeniem była opieka nad represjonowanymi, więźniami i ubogimi. W tym czasie bezpieka zaostrzyła działania operacyjne wobec Gulbinowicza, w Złotoryi w 1984 roku popalono jego samochód. Określany jako przedstawiciel ''wrogiego kleru katolickiego". Nie to, co księża ''patrioci''.


Pominę jednak to, co się w ostatnim czasie działo wokół niego; skandal pedofilski z udziałem zasłużonego arcybiskupa.

Rozmowy operacyjne między księdzem a funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa trwały od końca 1969 roku do października 1985 roku. Autorzy podkreślają, że w latach 1970-1986 Henryk Gulbinowicz pozostawał zarejestrowany jedynie jako kTW (kandydat na tajnego współpracownika). I tu należy zgodzić się w całej rozciągłości, iż kontakty te nie zostały ujęte w żadnych fachowych opracowaniach. I sam zainteresowany nigdy nie podejmował tej tematyki.

Rafał Łatka i Filip Musiał piszą, że znaczna część materiałów z tych kontaktów została zniszczona, podobnie jak dokumenty z jego rozpracowywanie o kryptonimach "Katolicy" i ''Rządca". Sprawą tą zajmowali się przedstawiciele osławionego Departamentu IV (wyznaczonego do walki z Kościołem katolickim). Nie zachowała się również Teczka Ewidencji Operacyjnej (TEOK) na księdza i biskupa. Zatem nie mamy podstawowej dokumentacji. Istnieją zbiory, scheda po wspomnianym Departamencie: notatki prasowe, donosy czy też stenogramy kazań. Naukowcy twierdzą też, że mnóstwo materiałów znajduje się we Wrocławiu.

Naturalnie, iż problem rozmów ks. z SB ukazuje paletę działalności komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Pamiętać należy też, że Gulbinowicza w latach osiemdziesiątych dwukrotnie określono jako kontakt operacyjny i raz jako kontakt poufny.

Historycy w  sposób uproszczony (ponieważ istnieją bardzo dobre monografie na ten temat) kreślą procedury werbowania potencjalnych kandydatów na współpracowników (także wśród duchownych). Instrukcje z lat 1960-1970 i z lat 1970-1989 jasno definiowały, kim ma być TW, wytyczały jego kluczowe działania. W drugiej części opracowania zamieszczono multum dokumentów.

Monografia Dialog należy kontynuować... jest bardzo zasadna, rozumiem też, że nie każdemu przypadnie do gustu. Wszak treść jest hermetyczna, ale w przystępny sposób objaśniono istotne aspekty. Niemniej jednak, winni po nią sięgnąć zainteresowani relacjami Kościoła katolickiego z państwem w czasach PRL. Warto też zwrócić uwagę na zamieszczoną bibliografię i pozycje, które się tam znalazły.